Kupując samochód na giełdzie narażamy się na niebezpieczeństwo. Niebezpieczeństwem tym są nieuczciwi sprzedawcy żerujący na naiwności i niewiedzy kupujących. Rzadko trafimy również na super-uczciwego właściciela, który bez ogródek opowie nam o wszystkich wadach ukrytych pojazdu. Tymczasem, jeśli nieopatrznie kupimy wyeksploatowane auto, możemy wpaść w niezłe kłopoty. Co bowiem zrobić z pojazdem, którego remont będzie równie kosztowny jak sam zakup?
Można naprawiać, oddać na złom, bądź sprzedać kolejnemu naiwnemu. Można też pamiętać o kilku podstawowych zasadach.
Po pierwsze silnik. Serce każdego samochodu. Po włączeniu nie powinny wydobywać się z niego żadne niepokojące odgłosy typu, nierówna praca, stuki i klekotanie. Dopuszczalne jest jedynie krótkotrwałe hałasowanie hydraulicznych popychaczy zaworów. Następnie przyglądamy się samemu silnikowi. Jeśli został dokładnie wyczyszczony oznacza to, iż sprzedający chciał ukryć wycieki oleju. Warto przyjrzeć się spalinom. Jeśli auto mocno dymi i na dodatek dym ten ma barwę niebieską, to świadczy to o zużyciu silnika i pobieraniu oleju.
Jazda próbna. Jest to bardzo istotny element przy ocenianiu stanu technicznego auta. Przede wszystkim sprawdzamy luzy układu kierowniczego, pracę sprzęgła i skrzyni biegów. W dalszej kolejności zwracamy uwagę na stan zawieszenia. Czy coś nie stuka przy pokonywaniu niewielkich nierówności i czy auto nie buja się zbyt nadmiernie. Jeśli jest inaczej, to czeka nas wymiana wyeksploatowanych amortyzatorów. Warto sprawdzić, czy prędkościomierz działa poprawnie. Często zdarza się, że ulega uszkodzeniu przy cofaniu licznika. Należy również bacznie obserwować wskaźniki temperatury silnika i ciśnienia oleju. Na koniec jazdy próbnej, sprawdzamy działanie elektryki i wyposażenia; świateł, wycieraczek, kierunkowskazów, spryskiwaczy, klimatyzacji, elektrycznych szyb i lusterek. Jeśli wszystko jest w porządku, przystępujemy do oceny karoserii.
Auto powypadkowe, choćby i dobrze naprawione, zawsze będzie nosić ślady kolizji. Ślady te najłatwiej wypatrzyć właśnie na karoserii. Jeśli odkryliśmy nieoryginalną powłokę lakieru, np. na błotniku czy masce, to jeszcze nie jest to powód do paniki. Lekka stłuczka może przytrafić się każdemu. Gorzej, jeśli malowane były takie elementy jak dach, słupki lub progi. W takim przypadkach auto było prawie na pewno rozbite. W dalszej kolejności szukamy śladów prostowania szkieletu nadwozia; słupków, progów, podłużnic oraz klejenia elementów plastikowych. Koniecznie należy zajrzeć pod dywaniki auta i przyjrzeć się podłodze. Ślady niefabrycznego spawania w tym miejscu dyskwalifikują auto. Na końcu sprawdzamy, czy nie ma nigdzie wyraźnych wykwitów korozji. Rdza w autach młodszych niż 12 lat prawie zawsze oznacza uszkodzenie powłoki antykorozyjnej w wyniku wypadku.
Przed dobiciem targu obowiązkowo sprawdzamy jeszcze stan ogumienia i klakson! Trudno uwierzyć, ale to najczęściej pomijany przy sprawdzaniu element wyposażenia.
|